 |
www.viribusunitis322012.fora.pl Viribus Unitis - Wolne forum sympatyków Austro-Węgier.
|
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
Janzuk
Ritter von
Dołączył: 19 Lut 2012
Posty: 30
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 1 raz Ostrzeżeń: 0/5
|
Wysłany: Sob 16:16, 25 Lut 2012 Temat postu: Stanisław Grodziski , Habsburgowie |
|
|
Proponuję książkę:
Stanisław Grodziski, Habsburgowie, Ossolineum 1998.
Na 238 stronach dość solidna historia rodu.
Post został pochwalony 0 razy
Ostatnio zmieniony przez Janzuk dnia Sob 16:16, 25 Lut 2012, w całości zmieniany 1 raz
|
|
Powrót do góry |
|
 |
|
 |
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
turulmodar
Baron
Dołączył: 03 Lut 2012
Posty: 107
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 2 razy Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: Kraków
|
Wysłany: Sob 16:44, 25 Lut 2012 Temat postu: |
|
|
Faktycznie. Jedna z lepszych.
Niestety, jej "dobroć" kończy się na 171 stronie. Rozdział X ("Monarchia konstytucyjna") jest wręcz tragiczny i nie odbiega od "analiz" Pajewskiego i spółki.
Krótko mówiąc - książka jest dobra do momentu w którym zaczyna obowiązywać prokoalicyjna poprawność polityczna pełna narzekań na temat zewnętrznej i wewnętrznej polityki cesarza Franciszka Józefa . Nie ulega wątpliwości, że dla Grodziskiego nie jest to raczej "Najjaśniejszy Pan", lecz tradycyjnie , w sensie XX wiecznym - Stary Pierdoła.
Książka pełna też wyrażonych wprost, lub zakamuflowanych "dobrych rad".
Czytając ją odnosimy wrażanie, ze Franciszek Józef I byłby wg. autora dobrym władca , gdyby:
1) Pomógł Rosji wyzwolić Słowian południowych z tureckiego jarzma i oddać tym samym Półwysep Bałkański w niepodzielne władanie Wielkich Braci.
2) Sprzymierzył się z Francją i Rosją zamiast z Niemcami.
3) Wprowadził system federacyjny zamiast dualistycznego, rozpętując tym samym zimna lub gorącą wojnę słowiańsko-węgierską.
4) Pozwolił na nieskrepowana działalność panslawistów sterowanych przez Rosję zmierzającą do podminowania jego imperium.
5) Wycofał się z Galicji, oddal ja Polakom i ogłosił w niej niepodległość Polski ( oczywiście taka niepodległa, galicyjska Polska nie przeżyłaby nawet pięciu dni i skazana byłaby na aneksje ze strony Rosji),
6) Oddał Bośnię Serbii i rozumiejąc 'nowe prądy nacjonalistyczne XIX wieku) zezwolił na połączenie się Słoweńców i Chorwatów z Królestwem Serbii,
7) Wobec zamachu sarajewskiego postąpił ugodowo, tj. Najlepiej podziękował serbskiemu wywiadowi i kontrwywiadowi za usunięcie nielubianego przezeń następcy Franciszka Ferdynanda, a zabójcę ułaskawił i nagrodził orderem Złotego Runa, lub co najmniej Signum Laudis.
I na koniec :
Umarł we właściwym czasie i nie żył tak nieprzyzwoicie długo.
Wydaje się, że po spełnieniu tych "skromnych życzeń" Pana Profesora Grodziskiego - cesarz Franciszek Józef I zasłużyłby w jego oczach na miano postępowego i rozumnego polityka i odpowiedzialnej głowy państwa.
Post został pochwalony 0 razy
Ostatnio zmieniony przez turulmodar dnia Sob 16:46, 25 Lut 2012, w całości zmieniany 1 raz
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
Janzuk
Ritter von
Dołączył: 19 Lut 2012
Posty: 30
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 1 raz Ostrzeżeń: 0/5
|
Wysłany: Śro 0:42, 29 Lut 2012 Temat postu: |
|
|
No tak...Przejrzałem też jego biografię Franciszka Józefa i widzę ten sam styl myślenia!
Ciekaw jestem czy profesor pisał tak, bo za komuny musiał tak pisać, czy tez jest to jego własna opinia?
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
turulmodar
Baron
Dołączył: 03 Lut 2012
Posty: 107
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 2 razy Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: Kraków
|
Wysłany: Śro 0:45, 29 Lut 2012 Temat postu: |
|
|
Sądzę, że za czasów komuny pisał tak, bo musiał, a potem albo w to sam uwierzył, albo niezręcznie mu było się wycofać z tego co raz stworzył.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
Jurek
Obywatel Gminy/ Miasta
Dołączył: 19 Lut 2012
Posty: 18
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: Bochnia
|
Wysłany: Śro 0:50, 29 Lut 2012 Temat postu: |
|
|
A ja myślę, ze to może wpływ przedwojennego kształcenia?
Endecy sprawowali wówczas "rząd dusz", a i sanacja odcinała się od monarchii.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
szent istvan
Mieszkaniec
Dołączył: 29 Lut 2012
Posty: 7
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: polska
|
Wysłany: Śro 20:18, 29 Lut 2012 Temat postu: |
|
|
Odcinanie się od Monarchii było efektem potępienia w czambuł wszystkich zaborców,stąd różnego typu mataczenia w okresie międzywojennym,odtrącanie do rezerwy wyższych oficerów o tzw rodowodzie austriackim i inne kwiatki. Oczywiście jest to także efekt działań ,,rusofilstwa,, endeckiego co urodziło w okresie po II Wojnie wyśmiewanie się z Monarchii ,niszczenie cmentarzy lub pozostawianie ich własnemu losowi ,a także opowiastki typu ,, bo za babci austrii ...,, Chociaż w latach osiemdziesiątych ub. wieku wydawano rózne np tłumaczenia z literatury np Jugosławiańskiej ,czytam teraz ,,MOST NA DRINIE,,
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
Viribusunitis
Administrator
Dołączył: 03 Lut 2012
Posty: 163
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 2 razy Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: Kraków
|
Wysłany: Pon 18:16, 05 Mar 2012 Temat postu: |
|
|
Oczywiście. Jest w tym wiele racji.
Jesli chodzi op sprawy przedwojenne, to trzeba powiedzieć, ze sporawa AW była wówczas przegrana z dwóch głównych powodów:
Do 1926 roku Polska rzadzona naogol przez rozmaite koalicje endecko-chadeckie byla nieslychanie frankofilska. Francja zaś odegrala w PWŚ bardzo negatywną rolę w sprawie polskiej (haniebnie wystawila na prawie calkowite wyniszczenie tz. Legion Bajoński posyłając go na rzeź, podobnie jak sowieci dywizje kosciuszkowska pod Lenino i upowrczywie do 1917 roku uznawala sprawę polska za wewnętrzna sprawę Rosji). Gdyby więc przypomniano bardziej pozytywną rolę w tej sprawie państw centralnych ( ostatecznie to one właśnie przekreślily zabory Aktem 5 Listopada) byłoby to bardzo niezręczne w stosunku do nowego sojusznika - hegemona Europy. poza tym endecy byli zawsze kryptorusofilami i kryptopanslawistami. Nie mogli więc wyvbaczyc monarchii jej przedwojennej roli w powsztrzymywaniu sympoatii prorosyjakich w społeczeństwie polskim poprzez roszerzanie autonomii Galicji.
Natomiast po 1926 roku do władzy doszła sanacja, czyli Piłsudski i pułkownicy legionowi. Oni z kolei starali się za wszelką cenę przedstawić polski czyn zbrojny w przedwojennej Galicji jako ruch zawdzięczający wszystko sobie, a nic czynnikom austro-węgierskim, bo przecież konkurencja endecka zarzucała im wręcz agenturalność na rzecz AW! Oni zresztą także starali się przypodobać nowym zachodnim sojusznikom ( czyli byłej Entencie). Poza tym jako wojskowi samoucy szczerze nie cierpieli zawodowych oficerów monarchii AW, a najbardziej Polaków. Było to zrozumiałe, gdyż właśnie ci oficerowie dysponowali największą wiedza , co do popełnianych przez nich błędów, a zwycięska opcja lubiła się otaczać obłokami geniuszu i nieomylności. Poza tym byli politycy galicyjscy stanowili inne niebezpieczeństwo, gdyż jako jedyni w całej Polsce rozumieli mechanizm działania państwa praworządnego i dojrzale parlamentarnego. No i wreszcie zadziałał znany mechanizm: człowiek jest istotą niewdzięczną i zwykle najbardziej pluje na tego komu najwięcej zawdzięcza.
Natomiast po wojnie ( czyli za PRLu) oficjalna historia miała podwójne oblicze : klasowe ( w tym ujęciu Niemcy wilhelmińskie były głównym imperialistą, zaś AW jego satelitą) i neopanslawistyczne ( w tym wydaniu wojna przyniosła wyzwolenie narodom słowiańskim uciskanym przez żywioł germański i madziarski). No i oczywiscie - polska nauka zależna od "Wielkiego Brata" była kryptorusofilska. Nie wypadało wprawdzie komunistom chwalić "zgniłego"caratu, lecz nic nie stało na przeszkodzie aby chwalić męstwo niezwyciężonego "obyknawiennowo russokowo sałdata" wyzwalajacego Słowian z odwiecznej niewoli.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
Janzuk
Ritter von
Dołączył: 19 Lut 2012
Posty: 30
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 1 raz Ostrzeżeń: 0/5
|
Wysłany: Pon 19:37, 05 Mar 2012 Temat postu: |
|
|
No dobrze! A gdzie była etyka pracowników nauki?
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
omnibus
Baron
Dołączył: 03 Lut 2012
Posty: 40
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 1 raz Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: Ziemia Myślenicka
|
Wysłany: Pon 23:09, 05 Mar 2012 Temat postu: |
|
|
Bitwa Warszawska to nadal "biała plama" i ładny kwiatek, wiele rękopisów pamiętników o bitwie nie wydano, gdyż rażąco odbiegały od ogólnie przyjętego kursu . Mam nadzieję że kiedyś ta bańka mydlana pęknie. Tu podaję link do ciekawego artykułu [link widoczny dla zalogowanych]
Post został pochwalony 0 razy
Ostatnio zmieniony przez omnibus dnia Pon 23:43, 05 Mar 2012, w całości zmieniany 1 raz
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
omnibus
Baron
Dołączył: 03 Lut 2012
Posty: 40
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 1 raz Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: Ziemia Myślenicka
|
Wysłany: Pon 23:13, 05 Mar 2012 Temat postu: |
|
|
...albo najlepiej wkleję cały artykuł.
CO PIŁSUDSKI ROBIŁ W DNIACH 13-14 SIERPNIA 1920 ROKU?
kategoria: Historia
Dodano: środa, 04 maja 2011, 17:03
„Rozważania o bitwie warszawskiej 1920-go roku”, Pod redakcją Jędrzeja Giertycha, Londyn 1984, str. 65-78.
KILKA SPRAW SPORNYCH
CO PIŁSUDSKI ROBIŁ W DNIACH 13-14 SIERPNIA 1920 ROKU?
WITOS O DYMISJI PIŁSUDSKIEGO
„W dniu 10 lub 11 sierpnia 1920 r. na kilka dni przed rozpoczęciem ofensywy przeciw bolszewikom Piłsudski zaprosił mnie, wicepremiera Daszyńskiego i ministra Skulskiego na osobną, a jak mówił, bardzo ważną i poufną konferencję. Odbyła się ona w prezydium Rady Ministrów. Naczelny Wódz był mocno skupiony i poważny, a jak mi się wydawało, przybity, niepewny, wahający się i mocno zdenerwowany.
W rozmowie, którą sam rozpoczął, był niesłychanie ostrożny, a dotykając spraw bieżących, stawiał raczej bardzo smutne horoskopy. Twierdził, że stawia na ostatnią kartę, nie mając żadnej pewności wygranej. Poza sprawami ogólnymi mówił także dość długo o swojej osobie. W ciągu rozmowy wyjął z kieszeni niezapieczętowany list i odczytał go głosem ogromnie niewyraźnym i zmienionym. Na czterech kartkach małego formatu mieściła się dość obszernie umotywowana jego dymisja ze stanowiska Naczelnika Państwa. W piśmie tym zaznaczał między innymi, że nie wiedząc, czy i kiedy będzie mu dane wrócić z placu boju, którego losy uważa za niepewne, mnie prosi i upoważnia do zastępowania go na jego urzędzie. Co zaś do samej rzeczy i pisma, prosi o zachowanie bezwzględnej tajemnicy tak długo, jak tego będą wymagały stosunki, i ja sam uznam za potrzebne. Treść więc tego pisma była znana ministrom Daszyńskiemu i Skulskiemu, a wydaje mi się, że także i Sapieże, choć dobrze tego szczegółu nie pamiętam.
Nigdy nie miałem zupełnego zaufania do Piłsudskiego, czułem jakieś niezrozumiałe może nawet uprzedzenie, byłem zadowolony jak nie musiałem się z nim stykać. Poza tym uprzedzeniem nie mogłem się pogodzić z jego posunięciami politycznymi, szczególnie z okresu rządów Moraczewskiego, musiało mnie razić jego stanowisko w sprawie obrony Małopolski Wschodniej, upór przy swoim sposobie tworzenia armii, stare, często bardzo niesympatyczne praktyki z Legionów, błędy szczególnie w ostatnich czasach popełnione, tak wyraźne i tak bardzo kosztowne – to jednak wtenczas widząc u niego wielką troskę odbijającą się wprost na twarzy, szczerość w rozmowie, głęboką obawę o wolność i całość Ojczyzny, miałem wrażenie, ze się grubo mylą ci wszyscy, którzy mu robią zarzuty lekkomyślności, a nawet zdrady i że ja sam byłem także czasem w błędzie, posądzając go o osobiste ambicje i brak dobrej woli. Prawda, że pod ciężarem tych wielkich wypadków trudno było nieraz należycie zebrać biegające myśli.
Jeszcze w obecności Piłsudskiego pismo jego zamknąłem do kasy ogniotrwałej w prezydium Rady Ministrów, zaglądając codziennie, czy go kto przypadkiem nie ukradł albo nie naruszył. Kiedy zaś minęły ciężkie dni wojenne, pojechałem do Belwederu i oddałem pismo jego autorowi, będącemu wówczas w innym zupełnie nastroju. Biorąc je ode mnie i dziękując za solidne, jak mówił, postępowanie, twierdził, że o tym zupełnie zapomniał.
Opiekując się troskliwie tym dokumentem przez parę tygodni, miałem pewne skrupuły co do zrobienia sobie z niego odpisu. Ciekawość jednak zwyciężyła, odpisu dokonałem. Niewiele mi jednak z tego przyszło, gdyż w czasie wypadków majowych w r. 1926 nieznani sprawcy ukradli mi go, zabierając przy tym i inne dokumenty. Moje zachowanie się wobec Piłsudskiego było chyba zupełnie bez zarzutu, niestety, pan Naczelnik wcale się wobec mnie dżentelmenem nie okazał. Mimo wszystko swego postępowania nie żałuję, choć nieraz gorycz przychodzi”. (Wincenty Witos „Moje wspomnienia”, tom II, Biblioteka „Kultury”, tom XCIX, Paryż 1964, Instytut Literacki, str. 289-291).
Komentarz. Tekst złożonej na ręce Witosa dymisji Piłsudskiego zachował się jednak. Podaję go niżej.
Witos przytoczył w swoim wspomnieniu treść dymisji Piłsudskiego w sposób niepełny (a może w sposób niepełny zapamiętał), była to bowiem dymisja nie tylko ze stanowiska Naczelnika Państwa, ale i Wodza Naczelnego.
Pierwsza rzecz nad którą się tu trzeba zastanowić, to jest pytanie, jakie znaczenie miał akt dymisji Piłsudskiego. Czy był to akt na wypadek jego śmierci w boju? Nie potrzeba było na ten wypadek jego dymisji: zakończenie się jego roli jako Naczelnika Państwa i Wodza Naczelnego byłoby wtedy automatyczne. A nie był to także rodzaj testamentu: nie ma w tym akcie dymisji żadnych zarządzeń co do tego, kto ma w razie jego śmierci zająć jego miejsce.
Jest oczywiste, że akt dymisji Piłsudskiego był aktem nie związanym z przewidywaniem śmierci i dotyczył sytuacji, jaka istnieć będzie wciąż jeszcze za jego życia. Narzuca się tu odrazu przypuszczenie, że chodzi tu o zabezpieczenie sobie możności nie ponoszenia odpowiedzialności za mogącą nastąpić klęskę.
Witos zapewne myli się, pisząc że rozmowa jego z Piłsudskim w obecności Daszyńskiego i Skulskiego odbyła się 10 lub 11 sierpnia. Akt dymisji nosi datę 12 sierpnia. Jest mało prawdopodobne, by Piłsudski doręczał Witosowi akt, podpisany z datą o jeden lub dwa dni późniejszą. Jest więc prawdopodobne, że pamięć Witosa zawiodła i że owa rozmowa odbyła się dopiero 12 sierpnia. Jest to zresztą okoliczność bez większego znaczenia.
Z listu Weyganda do Focha pod datą 13 sierpnia wiemy, że „Naczelnik Państwa wyjechał tej nocy ku rejonowi Wieprza”. (Vide „La guerre polono-sovietique de 1919-1920”, Collection Historique de rinstitut d'Etudes Slaves”, XXII Paryż 1975, Institut d'Etudes Slaves, str. 120-121). „Tej nocy” — to znaczy w noc z 12 na 13 sierpnia.
J.G.
AKT DYMISJI PIŁSUDSKIEGO.
Belweder, 12.VIII.1920 r.
Wielce Szanowny Panie Prezydencie!
Przed swym wyjazdem na front, rozważywszy wszystkie okoliczności nasze wewnętrzne i zewnętrzne, przyszedłem do przekonania, że obowiązkiem moim wobec Ojczyzny jest zostawić w ręku Pana, Panie Prezydencie, moją dymisję ze stanowiska Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza Wojsk Polskich.
Powody i przyczyny, które mnie do tego kroku skłoniły, są następujące:
1) Już na jednym z posiedzeń R.O.P. (Rady Obrony Państwa – przypisek wydawców) miałem zaszczyt wypowiedzieć jeden z najbardziej zasadniczych powodów. Sytuacja, w której Polska się znalazła, wymaga wzmocnienia poczucia odpowiedzialności, a przeciętna opinia słusznie żądać musi i coraz natarczywiej żądać będzie, aby ta odpowiedzialność nie była czczym frazesem tylko, lecz zupełnie realną rzeczą. Sądzę, że jestem odpowiedzialny zarówno za sławę i siłę Polski w dobie poprzedniej, jak i za bezsiłę oraz upokorzenie teraźniejsze. Przynajmniej do tej odpowiedzialności się poczuwam zawsze i dlatego naturalną konsekwencją dla mnie jest podanie się do dymisji. I chociaż R.O.P., gdy tę sprawę podniosłem, wyraziła mi pełne zaufanie i upoważniła w ten sposób do pozostania przy władzy, nie mogę ukryć, że pozostają we mnie i działają z wielką siłą te moralne motywy, które wyłuszczyłem przed R.O.P. parę tygodni temu.
2) Byłem i jestem stronnikiem wojny „a outrance” z bolszewikami dlatego, że nie widzę najzupełniej gwarancji, aby te czy inne umowy czy traktaty były przez nich dotrzymane. Staję więc z sobą teraz w ciągłej sprzeczności, gdy zmuszony jestem do stałych ustępstw w tej dziedzinie, prowadzących w niniejszej sytuacji, zdaniem moim, do częstych upokorzeń zarówno dla Polski, a specjalnie dla mnie osobiście.
3) Po prawdopodobnym zerwaniu rokowań pokojowych w Mińsku pozostaje nam atut w rezerwie — atut Ententy. Warunki postawione przez nią są skierowane przeciwko funkcji państwowej, którą od prawie dwu lat wypełniam. Ja i R.O.P., rząd czy sejm, wszyscy mieliby do wyboru albo zostawić mnie przy jednej funkcji, albo usunąć zupełnie. Co do mnie wybieram drugą ewentualność. Jest ona bardziej zgodna z godnością osobistą i jest praktyczniejsza. Pozostawienie mnie na jednym z urzędów zmniejsza mój autorytet i tak silnie poderwany i doprowadza z konieczności do powolnego zniszczenia tej siły moralnej, którą dotąd jeszcze reprezentuję dla walki i dla kraju. Biorę następnie pod uwagę mój charakter bardzo niezależny i przyzwyczajenie do postępowania według własnego zdania, co z warunkami, postawionymi przez ententę nie zgadza się. Wreszcie przeczy to systemowi, któremu służyłem w Polsce od początku swojej pracy politycznej i społecznej, której podstawą zawsze była możliwie samodzielna praca nad odbudowaniem Ojczyzny, ta bowiem wydawała mi się jedynie wartościową i trwałą. Obawiam się więc, że przy pozostawieniu przy funkcjach przodujących oraz przy moim charakterze i przyzwyczajeniach wyniknąć mogą ze szkodą dla kraju tarcia mniejsze i większe, które nie będąc przyjemne dla żadnej ze stron, wszystko jedno skończyć by się musiały moim usunięciem się.
Wreszcie ostatnie. Rozumie (sic) dobrze, że ta wartość, którą w Polsce reprezentuję nie należy do mnie, lecz do Ojczyzny całej. Dotąd rozporządzałem nią jak umiałem samodzielnie.
Z chwilą napisania tego listu uważam, że ustać to musi i rozporządzalność moją osobą przejść musi do rządu, który szczęśliwie skleciłem z reprezentantów całej Polski.
Dlatego też pozostawiam Panu, Panie Prezydencie, rozstrzygnięcie co do czasu opublikowania aktu mojej dymisji. Również Panu wraz z Jego Kolegami z Rządu pozostawiam sposób wprowadzenia w życie mojej dymisji i wreszcie oczekiwać wówczas będę rozkazu Rządu co do zużytkownia moich sił w tej czy innej pracy. Co do ostatniego proszę tylko nie krępować się ani wysoką szarżą, którą piastuję ani wysokim stanowiskiem, które posiadam. Nie chciałbym bowiem mnożyć swoją osobą licznej rzeszy ludzi, nie układających się w żaden system, czy to z powodu kaprysów i ambicji osobistej, czy to z powodu słabości charakteru polskiego, skłonnego do wytwarzania najniepotrzebniejszych funkcji dla względów osobistych.
Proszę Pana Prezydenta przyjąć zapewnienie wysokiego szacunku i poważania z jakim pozostaję.
(—) Józef Piłsudski
Komentarz. Powyższy tekst listu Piłsudskiego do premiera Wincentego Witosa ogłoszony został w czasopiśmie „Niepodległość” w Londynie, w tomie VII (rok 1962) oraz w tomie II „Moich wspomnień” Witosa, op. cit., w przypisku na stronicach 290-292.
Przy czytaniu tego listu nasuwa się przede wszystkim pytanie czy jest to akt dymisji, a więc ustąpienia z obu stanowisk, jakie Piłsudski zajmował, czy też jest to tylko danie Witosowi do ręki aktu, umożliwiającego mu spowodowanie dymisji Piłsudskiego jeśli to w pewnej chwili uzna za potrzebne, to znaczy pozostawienie w ręku Witosa decyzji o tym, czy Piłsudski ma się podać do dymisji, czy nie. Jest rzeczą oczywistą, że mimo swej trochę mętnej treści, jest to akt rzeczywistej dymisji. Piłsudski pozostawia do decyzji Witosa tylko obranie momentu, gdy ta dymisja będzie ogłoszona. Stwierdza on natomiast, że „z chwilą napisania tego listu” „ustać musi” „rozporządzanie” przez niego „samodzielnie” „tą wartością, którą (on) w Polsce reprezentuje”. Nie jest to pozostawienie Witosowi decyzji o tym, czy ma mieć miejsce dymisja Piłsudskiego, lecz jest to sam akt dymisji. Dymisja ta w sposób oczywisty staje się faktem „z chwilą napisania tego listu”.
Drugim nasuwającym się pytaniem jest: jakie były powody tej dymisji. Także i to jest zupełnie wyraźne. Wyraża to przede wszystkim punkt jego listu, zaznaczony jako pierwszy. Jest to kwestia ponoszenia odpowiedzialności. Nie chce on ponosić odpowiedzialności za „bezsiłę i upokorzenie dzisiejsze”. Zastanawia nas to, że Piłsudski nic w tym liście nie mówi o zaczynającej się bitwie - wszak podpisał ten list 12 sierpnia, a właśnie 12 sierpnia bolszewicy pojawili się już na przedpolu Radzymina. W treści tego listu przeważają motywy osobiste i silnie zaznaczająca się pycha: chęć uniknięcia „częstych upokorzeń” „specjalnie dla mnie osobiście”; „pozostają we mnie i działają z wielką siłą te moralne motywy, które wyłuszczyłem”; jego „godność osobista”; „zmniejsza mój autorytet i tak silnie poderwany”; „mój charakter bardzo niezależny”; „Mój charakter i przyzwyczajenia”; wzgląd na „wysoką szarżę” i „wysokie stanowisko” jakie posiada. Inni natomiast powodują się „kaprysami i ambicją osobistą”. A polski naród nacechowany jest „słabością charakteru” i wielką rolę odgrywa w nim wytwarzanie „najniepotrzebniejszych funkcji dla względów osobistych” (jakich funkcji mianowicie?).
Zaczyna się wielka bitwa, jedna z największych w polskiej historii, a on jest przecież jak dotąd wodzem naczelnym. Nic jednak o tej bitwie nie mówi. Nie mówi co trzeba zrobić, by tę bitwę wygrać. Mówi natomiast wciąż o sobie, o swoich przykrościach i o swojej godności.
Kluczem do zrozumienia powodów dymisji Piłsudskiego są słowa następujące: „Pozostawienie mnie na jednym z urzędów (…) doprowadza z konieczności do powolnego zniszczenia tej siły moralnej, którą dotąd jeszcze reprezentuję dla walki i dla kraju”. Piłsudski najwidoczniej uważa, że zaczynająca się w tej chwili bitwa zakończy się klęską i nie przyniesie chwały wodzowi, a więc ponoszenie przez niego odpowiedzialności za tę bitwę, „zniszczy” tę powagę jaką on „jeszcze reprezentuje”. Woli on, by bitwę tę stoczył ktoś inny, a więc by to nie on ponosił za tę bitwę odpowiedzialność. Będzie natomiast mógł po klęsce odegrać się, zachowując wciąż swój autorytet, swą „siłę moralną”, jaką „reprezentuje dla kraju”.
Piłsudski podkreślił jeszcze swoje pozbycie się odpowiedzialności za przebieg zaczynającej się bitwy przez wyjazd z Warszawy, to znaczy z Naczelnego Dowództwa.
Czy generał Rozwadowski wiedział o tym, że Piłsudski podał się do dymisji? I że wobec tego, jako Szef Sztabu staje się automatycznie pełniącym funkcje Naczelnego Wodza?
Nie wiemy o tym. Nie posiadamy żadnego dokumentu, czy relacji, które dawałyby na to pytanie odpowiedź.
Z treści relacji Witosa zdaje się wynikać, że chyba Rozwadowskiego o dymisji Piłsudskiego nie powiadomił. Choć nie jest to zupełnie pewne. Ostatecznie, mogło się zdarzyć, że w następnych godzinach i dniach mógł o tym Rozwadowskiemu powiedzieć, ale wzmianki o tym w swoich pamiętnikach nie uczynił. Natomiast bardziej możliwe jest, że sam Piłsudski mógł przy jakiejś okazji w owym dniu Rozwadowskiego o tym powiadomić.
Jest jednak również możliwe, że Rozwadowski o tej dymisji nie dowiedział się nigdy. Nie dowiedział się nawet post factmn, już po bitwie, lub po latach.
Ale był on Szefem Sztabu, a więc automatycznym zastępcą Wodza Naczelnego. A Piłsudski wyjechał z Warszawy. Już od szeregu dni czynności Wodza Naczelnego nie spełniał, ale wyjazdem swoim zamanifestował w sposób ostateczny że kierować całością toczących się operacji nie zamierza. Dla Rozwadowskiego stwarzało to oczywisty obowiązek przejęcia w sposób ostateczny i całkiem formalny odpowiedzialności za dalszy bieg wojny i za zaczynającą się wielką bitwę.
Rozwadowski był faktycznym wodzem naczelnym, bo formalny wódz naczelny wyjechał i tym samym przerzucił całkowitą odpowiedzialność na niego jako zastępcę. Rozwadowski kierował bitwą, bo uważał to jako zastępca Wodza Naczelnego za swój obowiązek, oraz bo wiedział dobrze co ma teraz robić i bo bitwę wygrać chciał i uważał, że potrafi. Nawet i bez dymisji Piłsudskiego jego faktyczne kierowanie bitwą byłoby faktem oczywistym i nieuniknionym. Ale od strony Piłsudskiego, doręczona Witosowi na piśmie dymisja była nadaniem wodzowstwu Rozwadowskiego cechy formalnej. Była zrzeczeniem się odpowiedzialności samemu po to, by ją dźwigał Rozwadowski.
J.G.
KIEDY I GDZIE MIAŁA MIEJSCE BITWA WARSZAWSKA
Major Marceli Kycia, były adiutant generała Rozwadowskiego, pisze:
„(…) Wszystkie decydujące bitwy w historii świata (…) posiadają swe szczegółowe opracowania, które podają:
1) miejsce i datę bitwy,
2) ugrupowanie wyjściowe wojsk wraz z dokładnym i wyraźnym określeniem zadania skrzydeł,
3) początek bitwy, jej przebieg i koniec, wreszcie:
4) nazwiska dowódców i ich rolę w czasie bitwy.
Odnośnie Bitwy Warszawskiej wszystkie te dane zostały świadomie zamazane i zniekształcone.
MIEJSCE BITWY WARSZAWSKIEJ
Teren objemujący Warszawę i Modlin. Skrzydło południowe w rejonie Góry Kalwarii. Skrzydło północne między Modlinem a Ciechanowem.
Wszystkie wojska znajdujące się poza tym rejonem w Bitwie Warszawskiej bezpośrednio nie brały udziału.
UGRUPOWANIE
Bezpośrednio w akcji na terenie bitwy Warszawskiej brały udział: Po stronie sowieckiej: XVI armia, III armia i XV armia. Po stronie polskiej: od Góry Kalwarii i bezpośrednio w obronie Warszawy – 1-sza armia, na północy w rejonie Modlina 5-armia.
PRZEBIEG BITWY
Zgodnie z rozkazem Tuchaczewskiego, po wstępnych przygotowaniach i rozpoznaniu, główne natarcie ruszyło na całym froncie. Uderzyły wszystkie trzy armie bolszewickie na gotową 1-szą armię polską i na kończącą formowanie 5-tą armię.
Walki toczyły się ze zmiennym powodzeniem. 14-go sierpnia przeciwnatarcie 5-tej armii na bok i skrzydło III i XV armii bolszewickiej doprowadziło 15-go i 16-go sierpnia do ich pobicia.
W tym czasie 1-sza nasza armia utrzymała swoje pozycje i po Radzyminie przeszła do przeciwnatarcia.
W tej sytuacji Tuchaczewski wydał rozkaz dnia 17-go sierpnia dla wszystkich trzech armii bolszewickich do przegrupowania na linii Liwca.
Armie Polskie ruszyły do pościgu, przegrupowanie nie miało miejsca i bolszewicy przeszli do generalnego odwrotu.
Można zatem ściśle ustalić, że początek Bitwy Warszawskiej miał miejsce 14 sierpnia, bitwa trwała do 16-go sierpnia włącznie, poczem nastąpił odwrót wojsk bolszewickich.
W ten sposób jest rzeczą jasną, że przebieg Bitwy Warszawskiej miał miejsce 14-go do 16-go włącznie.
DOWODZENIE W BITWIE WARSZAWSKIEJ
Marszałek Piłsudski po złożeniu dymisji 11-go sierpnia ze stanowiska Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza na ręce premiera Wincentego Witosa, opuszcza Warszawę 12-go sierpnia, pozostawiając cały aparat dowodzenia generałowi Tadeuszowi Rozwadowskiemu, Szefowi Sztabu Generalnego Naczelnego Dowództwa.
Tak więc – faktyczne dowództwo nad całością operacji od granicy pruskiej do rumuńskiej objął de facto i de iure – generał Tadeusz Rozwadowski.
Frontem północno-wschodnim obejmującym 1-szą i 5-tą armię, a więc na terenie bitwy Warszawskiej dowodził bezpośrednio generał broni Józef Haller. (…)
MARSZAŁEK PIŁSUDSKI I JEGO GRUPA W CZASIE BITWY WARSZAWSKIEJ
W skład jej wchodziły 2-ga, 3-cia i 4-ta armia. Razem 9 dywizji. Gros grupy było oddalone od centrum pola walki pod Warszawą o 160 kilometrów w linii powietrznej.
Grupa marsz. Piłsudskiego wyruszyła w kierunku nieprzyjaciela 16-go sierpnia i maszerowała w próżni 16-go i 17-go sierpnia, osiągając w nocy z 17-go na 18-go sierpnia rejon na północ od Garwolina.
Pierwszy kontakt z tylnymi strażami bolszewickimi, odchodzącymi (w odwrocie) z pod Warszawy, miał miejsce na odcinku 14-tej dywizji w nocy z 17-go na 18-ty sierpnia.
Pisze o tym marszałek Piłsudski w swej książce „Rok 1920” na str. 127. (…)
To najbardziej syntetyczne ujęcie zagadnienia Bitwy Warszawskiej i grupy Marszałka Piłsudskiego wskazuje, że Bitwę Warszawską stoczyły 1-sza i 5-ta armia między 14-tym i 16-tym sierpnia.
W tym czasie grupa marszałka Piłsudskiego, najsilniejsza i wypoczęta, złożona z trzech armii, stała bezczynnie 13, 14 i 15 sierpnia, a od 16-go do 17-go sierpnia maszerowała w próżni bez kontaktu z nieprzyjacielem. (Próbowano stworzyć fikcję jakiejś grupy mozyrskiej, sowieckiej, w rzeczywistości były to nieliczne oddziały tyłowe kawalerii bolszewickiej).
Jak z tego jasno wynika, Piłsudski w Bitwie Warszawskiej nie tylko nie dowodził, ale nie brał żadnego w niej udziału. Brał tylko udział w pościgu za cofającym się nieprzyjacielem, już po bitwie.
Jest również tworem legendy, że jego grupa wywarła pośredni wpływ na decyzje Kamieniewa i Tuchaczewskiego. Mamy na to świadectwo tych dwóch dowódców bolszewickich z dnia 17-go sierpnia, gdy rozmawiają ze sobą z Moskwy do Mińska Litewskiego, gdzie stały ich sztaby.
Jak się Piłsudski orientował w całości sytuacji, dowodzą własne jego słowa. W nocy z 17-go na 18-ty sierpnia mówi on o „odciążeniu” bojem 14-tej dywizji „zagrożonej Warszawy”, a nawet o możliwości cofnięcia się 14-tej dywizji i o tym, że „podciągnie” nazajutrz dwie inne dywizje po to, by jej pomóc. A tymczasem bitwa o Warszawę była już wówczas dawno ukończona, a nieprzyjaciel był w pełnym odwrocie. Chodziło tylko o to, by go dogonić i by mu zagrodzić drogę”. (Marceli Kycia „Notatki z pamiętnika: o bitwie warszawskiej”. Komunikaty Tow. im. Romana Dmowskiego, tom I, Londyn 1970/71, str. 410-424, cytaty ze str. 411-412. Podkreślenia własne autora wszystkie z wyjątkiem zrobionych w rozdzialiku „Przebieg bitwy” pochodzących od J.G.).
Komentarz. Ograniczam się do wydrukowania tu tylko oceny majora Kyci. Wystarcza ona dla stwierdzenia, że bitwa warszawska toczyła się w dniach 14-16 sierpnia, że Piłsudski ze swoją grupą wyruszył w pochód — nie do bitwy, lecz tylko w pościgu za cofającym się, pobitym nieprzyjacielem, oraz dla zagrodzenia mu drogi odwrotu — dopiero 16 sierpnia i że nawiązał kontakt z nieprzyjacielem dopiero 17 sierpnia. Piłsudski nie brał udziału w bitwie warszawskiej. Jego grupa stała w dniach bitwy warszawskiej, wedle słów majora Kyci, bezczynnie. A potem przez około dwóch dni maszerowała w próżni, znajdując się w zbyt wielkiej odległości od pola bitwy. Nie szkodzi zresztą przypomnieć że wedle danych generała Latinika (patrz wyżej) bitwa pod Radzyminem zaczynała się już 12 sierpnia.
Ale obchodzi nas tu w szczególności pytanie, co Piłsudski, po wyjeździe z Warszawy i faktycznym pozbyciu się obowiązków Naczelnego Wodza ( a zarazem po swojej złożonej Witosowi dymisji) robił osobiście? Odpowiedź na to pytanie znajdujemy w relacji pamiętnikarskiej jego żony, Aleksandry ze Szczerbińskich Piłsudskiej.
J.G.
CO PIŁSUDSKI ROBIŁ, GDY ZACZYNAŁA SIĘ BITWA WARSZAWSKA? – RELACJA JEGO ŻONY
„Gdy żegnał się z nami, przed wyjazdem do Puław, był zmęczony i posępny. Ciężar olbrzymiej odpowiedzialności za losy kraju przygniatał go i sprawiał mękę. Ja w tym czasie znajdowałam się w okolicy Krakowa, dokąd mnie wyewakuowano razem z Wandą i Jagodą, która kilka miesięcy przedtem przyszła na świat. Mąż przyjechał z Aleksandrem Prystorem, pożegnał się z dziećmi i ze mną tak jak gdyby szedł na śmierć. Niecierpliwiła go moja absolutna pewność, że bitwa skończy się naszym zwycięstwem, a jemu nic się nie stanie. Nie wiem, jak to nazwać: może przeczuciem, może instynktem, może intuicją, ale tak było rzeczywiście. Podobnie bywało także w czasach legionowych. Przed bitwą pod Laskami wyśniłam, że będzie ranny w głowę, co istotnie się zdarzyło, choć na szczęście rana nie była poważna. A teraz nie miałam najmniejszych wątpliwości, że wszystko będzie dobrze.
«Rezultat każdej wojny – powiedział do mnie mąż przed rozstaniem — jest niepewny aż do jej skończenia. Wszystko jest w ręku Boga».
Bitwa Warszawska, rozpoczęta 16 sierpnia 1920 r. przeszła do historii”. (Aleksandra Piłsudska „Wspomnienia”, Londyn 1960, Gryf Publications Ltd., str. 250-251).
Komentarz. Powyższe wspomnienie Pani Aleksandry Piłsudskiej zawiera kilka informacji wielkiej wagi. Po pierwsze, że Piłsudski, podawszy się w Warszawie do dymisji jako Wódz Naczelny i Naczelnik Państwa i wyjechawszy w noc z 12 na 13 sierpnia z Warszawy (albo jak twierdzą niektóre inne źródła, np. Wacław Jędrzejewicz „Kronika Życia Józefa Piłsudskiego 1867-1935”, tom I, Londyn 1977, Polska Fundacja Kulturalna, wyjechawszy z Warszawy 12 sierpnia wieczorem: „Piłsudski zdecydował wyjechać z Warszawy na front 12 sierpnia” str. 510. oraz „12 sierpnia wieczorem, przed samym wyjazdem do Puław” — str. 511, albo sam Piłsudski w swojej książce „Rok 1920”, wyd. londyńskie 1941: „12-go wieczorem wyjechałem z Warszawy”, str. 123) pojechał nie wprost do Puław, by stanąć na czele grupy uderzeniowej znad Wieprza, ale do przyszłej żony i do córek, „znajdujących się w okolicy Krakowa”. Po drugie, był w owej chwili w złej formie psychicznej, miał wielkie obawy, że bitwa warszawska może się skończyć niepowodzeniem, wiara w zwycięstwo „niecierpliwiła” go, żywił także obawy, że sam, jadąc na front do Puław, może zginąć: „pożegnał się” „tak jakgdyby szedł na śmierć”. Po trzecie Pani Piłsudska uważa, a więc zapewne zaczerpnęła to przekonanie od męża, że Bitwa Warszawska została „rozpoczęta” dopiero 16 sierpnia.
Relację Pani Piłsudskiej uzupełnić trzeba kilku potwierdzającymi ją informacjami z innych źródeł. Na pierwszym miejscu postawić tu należy informację Wacława Jędrzejewicza, cenną przez to, że informuje nas o użytym przez Piłsudskiego środku lokomocji.
J.G.
„Piłsudski, jadąc samochodem razem z Prystorem nocą do Puław, nałożył sporo drogi, by odwiedzić Panią Olę i córki, znajdujące się wówczas pod Krakowem” (Jędrzejewicz, op. cit., tom I, str. 512).
„Owa miejscowość, gdzie była żona Piłsudskiego po 12 lipca 1920 r. to był majątek Bobowa pod Tarnowem”. (Moja notatka z rozmowy z pułkownikiem Kędziorem, zaczynająca się od słów: „Kędzior 29 XII 1974 powiedział mi”, sporządzona natychmiast po owej rozmowie. Będę jeszcze tę notatkę cytował przy innych okazjach).
„Najciekawsze jest jednak to, co podał Pan w swojej „Opoce”, a mianowicie że w czasie najgorętszych walk Piłsudski wyjechał do swojej żony i córek, które w owym czasie przebywały pod Krakowem. (Rzekomo w majątku gen. Wieniawy-Długoszowskiego). Opuszczenie pola bitwy jest największą hańbą dla żołnierza. Można jeszcze mieć pewne wyrozumienie dla Piłsudskiego, który pod ciężarem odpowiedzialności za katastrofę, którą ściągnął na kraj, załamał się duchowo, tracąc panowanie nad sobą, ale trudno wybaczyć mu jego zachownaie się po wojnie, kiedy to zamiast nadać gen. Rozwadowskiemu Wielką Wstęgę Orderu Virtutu Militari i mianować go marszałkiem za wygraną bitwę, która uratowała kraj, wtrącił go do więzienia na Antokolu, gdzie znęcał się nad nim legionista gen. Dąb-Biernacki i premiera Witosa, kawalera Orderu Orła Białego do więzienia w Brześciu, gdzie znęcał się nad nim inny legionista, płk. Kostek-Biernacki. Piłsudski nie mógł znieść tego, że obaj widzieli go w chwili jego upadku i zamiast teraz okazać im swoją wdzięczność za wyratowanie go, mścił się bezlitośnie”. (Generał T. Machalski, fragment listu do mnie z dnia 10 grudnia 1979 roku. Generał Machalski powołuje się na notatkę w mojej „Opoce” Nr 15 z czerwca 1978 roku na str. 107, pochodzącą od p. Fr. Piechoty, a opartą na pamiętniku Pani Aleksandry Piłsudskiej. W notatce tej nie ma wzmianki o majątku generała Wieniawy-Długoszowskiego, informacja ta pochodzi wyłącznie — z dodatkiem „rzekomo” – od generała Machalskiego).
Piłsudski nie pisze, że w drodze z Warszawy do Puław wstąpił w okolice Tarnowa i Sącza. Pisze po prostu: „Po przybyciu do Puław już do swojej kwatery (str. 123).
Komentarz. Z owych dodatkowych informacji, uzupełniających relację Pani Piłsudskiej, dowiadujemy się, że Piłsudski „jadąc samochodem razem z Prystorem” jechał do Puław, ale „nałożył sporo drogi”, by „odwiedzić Panią Olę i córki”. Że odwiedził je w „majątku Bobowa pod Tarnowem” i że był to „rzekomo” majątek generała Wieniawy- Długoszowskiego.
Po znalezieniu owej Bobowej na mapie można w przybliżeniu obliczyć, że leży ona w odległości z lotu ptaka około 35 kilometrów na południe od Tarnowa i 25 na wschód od Nowego Sącza. Jej odległość od Warszawy, znowu w wielkim przybliżeniu i znowu z lotu ptaka, wynosi około 300 kilometrów. Oczywiście, rzeczywista odległość drogami musi być o wiele większa.
Piłsudski odbył tę drogę samochodem, co jest zrozumiałe, bo helikopterów jeszcze wtedy nie było, jazda samolotem była niewykonalna, a pociągiem podróż byłaby jeszcze bardziej przewlekła. Zapytuję: ile czasu zabrała podróż samochodem z Warszawy do Bobowej, a potem z Bobowej do Puław, przy ówczesnym stanie dróg w Polsce? Ile czasu spędził Piłsudski u przyszłej żony i córek? Kilka godzin? Pół dnia? Czy może cały dzień? Czy może się tam także trochę przespał? Ile czasu wszystko to razem zabrało?
Piłsudski wyjechał z Warszawy wieczorem 12 sierpnia, czy też nocą z 12 na 13 sierpnia. Czy jest wykonalne, by zdążył dojechać do Puław — poprzez Tarnów i Bobową — na wieczór 13 sierpnia? Myślę, że jest to conajmniej bardzo nieprawdopodobne. Należy raczej przyjąć że przyjechał do Puław dopiero 14 sierpnia. Jeśli jechał w obie strony nocą — przyjechał zapewne bardzo zmęczony, a więc w początkowych godzinach raczej do wykonywania obowiązków wodza grupy uderzeniowej z nad Wieprza niezbyt zdolny. Jeśli w Bobowej trochę wypoczął należy przyjąć, że przyjechał do Puław odpowiednio później.
Tak więc jest rzeczą mniej więcej pewną, że w dniach 13 i 14 sierpnia żadnego udziału w dowodzeniu, już nie bitwą warszawską, ale operacją znad Wieprza, a raczej w przygotowaniach do niej, nie brał.
A przecież bitwa warszawska była 14 sierpnia w pełnym biegu, a jej początki zaczynały się już 12 sierpnia, gdy Piłsudski jeszcze był w Warszawie i dopiero się szykował do swej podróży do żony. Sam Wacław Jędrzejewicz pisze, że „13 sierpnia rozpoczęło się uderzenie Tuchaczewskiego na Warszawę” (op. cit., tom I, str. 513). W owym dniu Piłsudski był w Bobowej, u swej przyszłej żony, lub w drodze, w podróży samochodem. Co o tym należy sądzić, wyraził najlepiej generał Machalski w liście do mnie.
J.G.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
Viribusunitis
Administrator
Dołączył: 03 Lut 2012
Posty: 163
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 2 razy Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: Kraków
|
Wysłany: Wto 9:40, 06 Mar 2012 Temat postu: |
|
|
Dzięki za cenny post i tekst, który jest jakby odpowiedzią na pytanie postawione przez Janzuka, a także uzupełnieniem naszych wywodów o przyczynach wypaczeń w dziejopisarstwie XX wieku.
Kiedyś recenzowałem biografię Piłsudskiego pióra Suligi i zwróciłem wówczas uwagę na kilka przykładów ewidentnych potknięć Piłsudskiego, które mogły się skończyć katastrofalnie dla przyszłości całej Polski. Nie chcę tu napisać, że Piłsudski w innych przypadkach wbrew opiniom różnych ekspertów nie miał racji. Ewidentne jest jednak co innego: W realnej rzeczywistości - Piłsudski nieraz się mylił, błądził i wykazywał małość ducha. Natomiast w rzeczywistości historycznej uformowanej przez przychylne mu autorytety i podawanej następnie ( zwłaszcza po 1926 roku) jako absolutna prawda - nie mylił się nigdy! Nie ma też wątpliwości, że w formowaniu tej "rzeczywistosci" Piłsudski sam odegrał największą rolę i po prostu uważał się za nieomylnego i niezłomnego. A skoro tak uważał, to za niekorzystnymi wydarzeniami, na które miał decydujący wpływ musieli stać inni, a nie on. Skoro były błędy - musieli być winni. Stąd nieustanne poszukiwanie tz. "kozłów ofiarnych". Po drugie - wdzięczność nie była nigdy cechą Piłsudskiego. Politykę uważał za grę, a siebie za znakomitego gracza. Wszyscy, którzy pomogli mu w jakikolwiek sposób w osiągnięciu istotnych szczebli kariery byli w jego oczach potencjalnymi wrogami zagrażającymi jego pozycji. Było to zupełnie logiczne, skoro uznał, że wszystko zawdzięcza sobie i swemu geniuszowi. Zawierane umowy miały dla niego wyłącznie charakter taktyczny. Miały trwać dotąd dokąd były dla niego i jego opcji ( którą utożsamiał z polską racją stanu korzystne). No i na koniec - wrogami, których należało eliminować byli ci, którzy wiedzieli o jego błędach i słabościach.
Oczywiście nie ma ludzi idealnych i nie jest nim żaden polityk. Nie ma też nic dziwnego w tym, ze każdy pragnie wypaść jak najlepiej w "oczach wieczności" i ukryć swoje niedociągnięcia. Kiedy osiągnie się władzę absolutną ( a taka posiadał marszałek od 1926 roku aż do śmierci) - ma się także wszelkie instrumenty, aby urzeczywistnić jedno i drugie: Delikatne, czy mniej delikatne propagowanie kultu swej osoby, usuwanie (mniej lub bardziej delikatne) świadków niemiłych wydarzeń i świadków własnej słabości, a także wpływaniem na opinię publiczną i sposób kształtowania przeszłości w podręcznikach akademickich, szkolnych i innych publikatorach jest banalnie prosty.
Znacznie jednak gorszy jest inny mechanizm: Tz. uczone autorytety i autorytety moralne nader chętnie współpracują w owym kształtowaniu. Co więcej nie tylko ochoczo współpracują w wypaczaniu dziejów, ale ponadto równie ochoczo i z najwyższym oburzeniem tępią tych, którzy usiłują odsłonić prawdę. Dlaczego? Ano, dlatego, że prawda odsłania ich największą ułomność: lizusostwo i wazeliniarstwo, które zadają kłam ich deklararatynej bezstronności i ukazują zwykłą karłowatą małość charakteru. A przeciezż oni również pragną być "w oczach historii" monumentalnymi, kryształowymi autorytetami i sędziami moralnymi i monumentalnymi geniuszami w swej dziedzinie.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
|